Świat mój pewnie najmniejszy,
świat mój pewnie największy.
Świat, co zmienił się w pożar,
biegnę ugasić w morzach,
biegnę ugasić w morzach.
W morze biegnę płonąca,
świat się we mnie zapalił,
biegnÄ™ naprzeciw fali.
Pierwsze morze dziecięce,
pełne łódek z papieru,
którym nie stało jeszcze
kapitanów, ni sterów.
Drugie morze zachłanne,
zatapia bez powodu.
Po trzecim mew gromady
wiodÄ… statki do lÄ…du.
A gdzie to siódme morze,
jaki jest za nim lÄ…d?
Czy to daleko, czy to daleko,
czy to daleko stÄ…d?
Czy to daleko, czy to daleko,
czy to daleko stÄ…d?
Czwarte, tysiąc okrętów,
aż do nieba kołyszę.
PiÄ…te, tysiÄ…ce muszli
opowiada nam ciszÄ™.
Nad brzegami szóstego
wielka burza dokoła.
Nad brzegami szóstego
stoję, stoję i wołam.
A gdzie to siódme morze,
jaki jest za nim lÄ…d?
Czy to daleko, czy to daleko,
czy to daleko stÄ…d?
Czy to daleko, czy to daleko,
czy to daleko stÄ…d?
Zanim na moim niebie
wzejdzie słońce najczystsze,
morzu opowiem siebie,
morzu siebie wykrzyczÄ™.
BiegnÄ™ do morza, biegnÄ™,
a gdy morze dogoniÄ™,
to przed morzem uklęknę,
to się morzu pokłonię.
A gdzie to siódme morze,
jaki jest za nim lÄ…d?
Czy to daleko, czy to daleko,
zzy to daleko stÄ…d?
Czy to daleko, czy to daleko,
czy to daleko stÄ…d?
Czy to daleko, czy to daleko,
czy to daleko stÄ…d?
Jeszcze zima, ptaki chudnÄ…,
chudym ptakom głosu brak.
W krótkie popołudnia grudnia
w białej chmurze milczy ptak.
Jeszcze zima, dym się włóczy,
w wielkiej biedzie żyje kot
i po cichu nuci, mruczy:
kiedy wróci trzmiela lot...
Pod śniegiem świat pochylony,
siwieje mrozu brew.
To pora zmierzchów czerwonych,
to pora czarnych drzew.
A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
A ja? Co ja? Co będzie ze mną?
Jeszcze oczy ci rozjaśnia
moje słowo i mój gest.
Jeszcze świecę ci jak gwiazda,
ale to już nie tak jest.
Jeszcze tyle trzeba przebyć
niewesołych, bladych zim.
Czy nam zimy wynagrodzi
letnich ognisk wonny dym?
Pod śniegiem świat pochylony,
siwieje mrozu brew.
To pora zmierzchów czerwonych,
to pora czarnych drzew.
A wiatr w kominie śpi, bo ciemno.
A ja? Co ja? Co będzie ze mną?